Są osoby, które się pamięta, i osoby, o których się śni.
Carlos Ruiz Zafón, „Cień wiatru”
gdzież one są???
gdzie się one podziały?
te trzęsienia ziemi pod żebrami moimi się pojawiające,
tak ryzykowne awarie rozsądku mego –
i Jej oczy z lekkością od sił grawitacji mnie odrywające…
bo kiedy lata temu motylki w brzuchu mnie gilgotały,
to brakowało mi świadomości,
że o prawdziwej miłości tak weń miło szemrały…
zadeptały je jednak pracowite mrówki
i prozą skutecznie wypędziły stąd –
na rzecz codziennej harówki…
z pełnymi poniedziałków kalendarzami,
z zegarami zamiast beztroskich dni i nocy –
i za każdą chwilę zachwytu wystawianymi rachunkami…
motyli zaś kwiatostany kolorowe
niepostrzeżenie się zrobiły –
tak bardzo szaro lastrykowe…
aż zapomniane nagrobki przypominają,
pochowanej żywcem miłości –
pomnikiem tęsknot się stają…
za tamtymi uniesieniami,
za pocałunków smakami,
za onieśmielających spojrzeń chwilami…
jak więc w kamieniu wyryć datę śmierci miłości,
która odchodziła tak powoli, że prawie zdążyliśmy –
przywyknąć do jej nieobecności?
dziś łzy do wnętrza mych smutnych oczu się wciskają,
bo na zewnątrz to mi nie można ich pokazać –
kiedy tak się sprężystym krokiem ode mnie się na zawsze oddalają…