Siłownia i jej bywalcy

– (…) bardzo chciałeś być kimś innym (…)
To są najsilniejsze motywacje. To jak z siłownią.
Wytrwasz najcięższy trening, jeśli chcesz się zmienić, pokazać innym ludziom, że potrafisz dojebać. Że potrafisz się zmienić.
Wszystko jest tu, w głowie.

— Jakub Żulczyk, Ślepnąc od świateł

Siłownia. W młodości długo się wzbraniałem przed zaglądaniem w miejsce, gdzie ćwiczy się siłę dla samej siły wykonując nudne, wciąż powtarzalne ruchy z różnymi ciężarami i które to ruchy rozwijają naszą moc tylko w płaszczyznach wykonywanych ćwiczeń.
Z moim pragmatycznym podejściem do życia zawsze uważałem, że siłę ćwiczyć oczywiście warto a wręcz koniecznie trzeba ale taką jedynie, która przyda się w konkretnych sytuacjach – np. przy wykonywaniu określonych technik judo. Ćwiczenie jej więc miało dla mnie sens jedynie wtedy, gdy przydawała się mi ona w walce lub choćby przy wykonywaniu konkretnych technik na treningu…

No ale cóż. Młodość bezczelnie minęła zaś judo po przeszło 20 latach trenowania go poszło w odstawkę na rzecz założonej rodziny.
Lata leciały. Lata a z nimi coroczne wakacje z rodziną nad morzem…

I pewnego razu, przypadkiem chyba jakimś, dopadłem wakacyjne zdjęcia, robione dotąd jedynie „do szuflady”.

I to był dla mnie zajebisty szok! Po ok 10 latach takiego zapomnienia o sobie wnet okazało się, że coś strasznie złego się ze mną „stanęło”. Żadne niemal ze zdjęć nie nadawało się do publicznego pokazania! Wytrenowany latami wyczynowego sportu koleś (za którego wciąż naiwnie uważałem się) na tych zdjęciach wyglądał jak jakiś knedel w omaście, który nigdy w życiu swoim sportem się nie skaził. Jak ktoś, kto spędził swoje życie unikając panicznie wszelkiego ruchu, dla kogo przyniesienie siatki ziemniaków z piwnicy powoduje ciężką zadyszkę a następnie zakwasy na przedramionach.

Po ostatecznym upewnieniu się więc, że to były faktycznie moje zdjęcia i że nikt nie zrobił mi psikusa podmieniając sprawnie w Photoshop-ie na nich moje ciało z jakimś miłośnikiem golonek i piwa podjąłem mocne postanowienie „ogarnięcia się”. Zaczęło się tradycyjnie – od biegania. 

Po zaliczeniu kilkudziesięciu masowych biegów okazało się jednak, że to nie przynosi w pełni oczekiwanego  efektu – kondycja co prawda się poprawiła ale ciało wciąż wyglądało rachitycznie i nie posiadało za wielu cech atletycznej sylwetki z mej młodości.

No cóż! Innego wyjścia więc nie było! Siłka! Jedynie tam nadzieja jeszcze była na osiągnięcie upragnionego celu. Kupiłem zatem i ja swój karnet na nią. Nie będę opisywał tu jednak swoich początków na niej, bo to byłaby totalna nuda po przy długim i tak już nudnym wstępie. Skupię się na swoich obserwacjach współćwiczących, które spowodowały, że po kilku latach bywania na siłce powstała w mojej głowie klasyfikacja czy może raczej typologia jej bywalców.

Poniżej więc opiszę w paru słowach kolejne siłkowe postacie.

Dodać koniecznie tu jednak trzeba, że często są one wymiksowane i zwykle występują równolegle z różnym nasileniem u jednej osoby.

  1. Typowy kark – klasyk. Koleś w większości rozpoznawalny po przeroście mięśni karku nad resztą innych a w szczególności dużym kontraście między wytrenowanym korpusie i łapami – czyli z mocną budową powyżej pasa zaś niedotrenowanymi nogami wyglądającymi jak łapki zająca po ciężkiej zimie. Prawdziwy kark wszak na nogi czasu nie marnuje. Wrażenie ma głównie robić bicek, tricek, klata i kaptury. A przydają się one im najczęściej np. jako postrach w swojej robocie bramkarza w nocnym klubie.
  2. Koks – często to kark „ze wspomaganiem”. To koleś, który uznał, że naturalne sposoby budowania masy nie są wystarczające do osiągnięcia wymarzonego celu – czyli maksymalnie rozrośniętego ciała. Nie wystarcza mu więc w tym celu opracowana „dieta na masę” i zwykła suplementacja odżywkami białkowymi, kreatyną czy aminokwasami ogólnie dostępnymi w sportowych sklepach. Zwykle ciało takich koksów pokryte jest masą wągrów i wszelakich wyprysków będących konsekwencją przyjmowanych sterydów lub testosteronu. Wygląda to jakby dorosłego, dojrzałego chłopa dopadł młodzieńczy trądzik. 
  3. Mini koks – koks w wersji skarlałej lub mówiąc z poprawnością polityczną niskorosłej. Dość liczebny przedstawiciel większości siłowni. Główna różnica polega na wzroście. Taki zawodnik zwykle próbuje swoje niedostatki w tym zakresie i wynikające z nich kompleksy nadrobić możliwie jak największym rozrostem w szerz.
    Bidule nie wiedzą widocznie jednak, że większość kobiet mając do wyboru niezbyt przypakowanego, acz dość wysokiego faceta oraz przypakowanego karzełka, wybierze jednak tego pierwszego. Bo przecież w razie gdyby nagle zachciało im się mieć obok siebie “dużego faceta”, to zawsze z wysokiego szczupłego “zrobią” go jakoś. Znaleźć jednak dla niskorosłego pakerka ćwiczenia mające wysokim go zrobić jest już znacznie trudniej 😉
  4. Kapiszon hukowy – typek biorący ciężary na huki. Czasem zupełnie bez orientu, cisnąc najczęściej na klatę sztangą wspiera się taki wydaniem z siebie chrapliwego krzyku mającego być może dodać mu animuszu do dźwignięcia ciężaru jakiego się podjął. Zwykle jednak celem takiego krzyku jest zwrócenie na siebie uwagi współćwiczących i pokazanie im że „Oto jestem! Ja! W chuj silny koleś! Patrzcie jak jadę z ciężarem dla was nieosiągalnym!”. To rzecz jasna jest zwykle jedynie pobożne marzenie jego gdyż na siłce jest całkiem sporo innych będących w stanie ten ciężar podnieść.
  5. Sapacz – lżejsza forma kapiszona hukowego. Taki typek nie dodziera się z zaskoczenia ale przy większości ćwiczeń sapie ciężko przy każdym powtórzeniu lub ewentualnie w najlżejszej jego odmianie tak głośno oddycha jakby pomylił ćwiczenia oddechowe z treningu jogi z siłką.
  6. Średniowiecznik – facet z przerażeniem dostrzegający znaczący spadek swojej sprawności oraz blizny (głównie mentalne) po kąśliwym zębie czasu. Cechą podstawową takiego zawodnika jest wiek około 40-stki (± 10 lat). Z przerażaniem i w popłochu postanawia on cofnąć wskazówki zegara i udowodnić sobie i innym, że to „chwilowa niedyspozycja” jedynie i że za 2-3 miesiące wróci on oczywiście do dawnej formy (o ile takową kiedykolwiek posiadał w ogóle). Kiedy jest to jego pierwszy w życiu kontakt z siłownią to albo błąka się po niej przez większość treningu bez żadnego planu i dyskretnie (przynajmniej wg niego) podpatruje innych chcąc ich naśladować, albo (gdy go na to stać) zatrudnia sobie trenera personalnego, po to głównie, aby stał on nad nim i liczył mu kolejne powtórzenia w przedziale od 1 do max 10-ciu.
    Części z nich, tym najbardziej zdeterminowanym czasem nawet udaje się faktycznie tę formę podreperować i zaskoczyć swoje otoczenia. Większość jednak przerasta ilość wysiłku jaką trzeba w to włożyć (a oczywiście w tym wieku jest to bardziej skomplikowane niż 20 lat wcześniej).
  7. Tłuścioszek – jak łatwo się domyśleć to typ mający problem z nadwagą. Niestety wielu takich zawodników wierzy przez spory czas, że sama fizyczna obecność na siłce jest już remedium na ich problem. Zdarza się oczywiście, że niektórzy faktycznie podejmują jakieś aktywności na niej – np. pomaszerują przez kilka minut na bieżni w tempie max. 5 km/h. Okupione to jest jednak często obfitym zapoceniem się. Kataklizm ten szczęśliwie ratuje ręcznik tłuścioszka będący zwykle jego nieodłącznym atrybutem. Bo choć na siłce jest często zalecenie, aby każdy go miał ze sobą i posługiwał się nim korzystając z ławeczek, to chyba tylko ten typ trenujących go ma i używa – za co chwała im oczywiście. Słabo byłoby w końcu lepić się do każdego zapoconego przyrządu gdy człowiekowi zależy na tym aby szybko swój plan treningowy zrealizować.
  8. Niepozorniak – to typ zaskakujący zwykle jakby od niechcenia i mimochodem innych współćwiczących na sali. Wchodzi taki często bez większej napinki i nagłaśniania swoich zamiarów w strefę siłki gdzie skumulowali się koksy wraz z karkami. I wnet, jakby z pewną nieśmiałością i skromnością dobiera się on do ciężaru, którym ćwiczyli przed chwilą przepełnieni z tego faktu dumą kolesie przekonani o tym, że nikt więcej poza nimi nie podołałby takim trudom. I tak jak niepostrzeżenie się tu pojawił, tak po zrobieniu swojego odchodzi by np. przejść się spokojne po sali a zaskoczonym i ciężko skonsternowanym koksom pozwolić przegryźć w sobie ten ciężki mindfuck jakiego właśnie doświadczyli. No bo co do chuja? Jak to? My tu tysiące złotych we wspomagacze pakerstwa inwestujemy, siłka to już niemal nasz drugi dom a tu jakiś niepozorny koleś nam hierarchię i naszą pozycję na siłce chce rozpieprzyć?
    No ale (szczęśliwie?) takich niepozornych typków jest stosunkowo mało zaś ich tajemnica polega bądź to na „odpowiednich genach” bądź mimo wszystko na latach treningu celem którego nie była sama masa ale głównie siła.
  9. Gej atleta – typ zwykle „ogarnięty wizualnie”. Nie dość, że z całkiem harmonijnie i nieprzesadnie przypakowanym ciałem to do tego oczywiście wyjątkowo zadbany w sferze odzieżowej. Na każdym kolejnym treningu ma na sobie chyba nowy zestaw ciuszków, który gdyby się dało byłby „w kancik” zaprasowany. Niestety często przy tym nie zawsze dopasowany to zestaw do miejsca akcji, bo np. składający się z obcisłych spodni do biegania i takiej też koszulki. Przekrada się taki typ zwykle żwawym krokiem po całej sali jakby zanęcając potencjalnych zainteresowanych, co nie znaczy, że robi to od razu w jakiś zniewieściały sposób. Ważne jednak, aby było go widać, aby było go pełno wszędzie.
    Co innego natomiast, gdy na siłkę zajrzy para będących ze sobą facetów. Wtedy już często wiadomo od razu, kto jaką rolę pełni w tej relacji. Są oni dla siebie zwykle bardzo życzliwi, podają sobie hantelki, asekurują się wzajemnie przy ćwiczeniach i są skupieni ogólnie dość mocno na sobie nawzajem. Zwykle jest jednak między nimi widoczny kontrast w zakresie zaawansowania w treningu. Wpatrzony w swojego wytrenowanego partnera słabeusz coś tam nieudolnie naśladuje jego ćwiczenia. Ale przecież nie to jest tu ważne. Najistotniejsze, że może on go podziwiać niczym delikatna panna swojego męskiego, ociekającego testosteronem siłacza.
  10. Laluś – typ mocno rozpoznawalny. Takich wskaże każdy z łatwością. Ze swoją rachityczną budową i przestraszonym, niepewnym spojrzeniem nie pozostawiają wątpliwości jak o nich myśleć.
    Na siłkę zwykle sprowadza takiego “przebranie się miarki”; postanowienie, że już nigdy więcej nie da sobie wejść na głowę silniejszym cwaniaczkom z klasy, podwórka czy nawet pracy. Przez większość życia będący popychadłem, którego niewielu szanuje stał się “etatowym” kozłem ofiarnym, tak słabym, że ma to wypisane niemal na czole. I nawet żadne zmiany środowiska i otoczenia w którym żyje nie pomagały mu w odmienieniu roli życia jaką dotąd pełnił. Aż przychodzi ten dzień (często po kolejnym krańcowym dla niego upodleniu), że postanawia on wykrzyczeć “dość!” i chce koniecznie odmienić swój marny los. Antidotum na to ma być dla niego siłownia albo podjęcie treningu jakichś sportów walki (lub najlepiej jedno i drugie razem).
    Niestety wielu z nich przerasta ogrom pracy jaką trzeba włożyć na drodze do upragnionego celu. Inni zaś, bardziej zdeterminowani przekonują się (nawet gdy już ciało swoje bardzo zmienią z lichutkiego na silnie wyglądające), że to dopiero połowa sukcesu. Bo przecież w życiu nie wystarczy wyglądać jak Herkules, aby silnym być. W komplecie musi pójść za treningiem siły także zmiana w psychice dająca siłę by walczyć nie tylko pięściami ale i by mentalnym wojownikiem stać się.

A Ty? Jeśli wypatrzyłeś/łaś jeszcze jakiś ciekawy przypadek trenujących napisz mi go proszę w komentarzu. Może w końcu o kimś zapomniałem, przeoczyłem kogoś… 🙂


Podziel się tym z innymi...

4 komentarze do “Siłownia i jej bywalcy”

  1. Wymieniłeś 10 typów, a ciągle nie widzę mojego typu. Gościa, który chodzi na siłownię, bo po prostu dobrze się czuje po treningu z ciężarami i nikomu nie wadzi.

    1. Faktycznie Kutasie! Dzięki za podpowiedź 🙂
      Zapomniałem o typie roboczo nazwanym “przezroczysty”. Takim co to niby jest co dziennie na treningu a gdyby ktoś zapytał czy dziś był to odpowiedzieć byłoby ciężko.

    1. Gdybyś uważniej przeczytał wstęp zauważyłbyś, że autor tego wpisu nigdzie nie twierdził, że sam nie posiada mieszanki cech z powyżej wymienionych typów 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *